Deszcz...
Gazeta Wyborcza Taty
Z gitarą za pan brat
I Zlot Fanów GRG w Bochni
Blues odwiedził Bochnię...
Koncert w deszczu...
Koncert z wywiadem
Listopad w Spiżu
Liverpool...
F3 w Alibi
Tygmont
Zwariowany Weekend -
     TFJ 2009

Zaszczytne Drugie Miejsce
Wielka Majówka Asi O.

Jeżeli nie wstydzicie się okazać prawdziwych uczuć i chcecie przelać je 'na papier' – tu możecie umieszczać swoje opowiadania i wiersze...
>> zobacz

Wychodząc na przeciw ogromnemu zapotrzebowaniu naszego społeczeństwa, na VIII Zjeździe KC FCLC, Komitet Centralny naszej Partii podjął uchwał o utworzeniu nowego działu – Recenzje płyt gitarowych... >> zobacz

Jeżeli gracie na jakimkolwiek instrumencie, śpiewacie, macie zespół lub w samotności piszecie piosenki – my to umieścimy na naszej stronie... >> zobacz

I Zlot Fanów GRG w Bochni

'Undergroundowa Stolica Polski BOCHNIA pełna żywiołu, muzyki Jimi Hendrixa i bluesowej nostalgii'

10 i 11 czerwca już za nami i I Nieoficjalny Zlot fanów GRG [Gitarowy Rekord Guinnesa] w Bochni też już odchodzi do legendy. W tym miejscu wypada mi nie zgodzić się ze słowami wyjętymi żywcem z 'Wehikułu czasu' – naszego niebieskiego przyjaciela Ryśka Riedla, że: '...nie wrócą te czasy, jam session do rana…'.
Bluesowa Noc Niespodzianek, będąca integralną częścią Zlotu była jakby na przekór, ale pozytywnie zakończyła się o 5 rano [choć żywioł jamu muzycznego chciał jeszcze trwać]. Co dobre ma niestety swój koniec…

Teraz właściwie zacznę od początku, bo to też ważna rzecz. 'Gitarowa brać' w sobotę zaczęła się gromadzić na Plantach, by dołączyć do reszty, zgromadzonej na płycie Rynku Królewsko – Górniczego Miasta Bochni, pod nadzorem niepodzielnie tam panującego króla Kazimierza Wielkiego, który raczył podziwiać zapaleńców gitary z namiętnością oddających siebie w graniu 'Hey Joe' i 'Wild Thing'. Wokalnie wsparcie dostarczyli Bartek 'Siara' Krawczyk i tajemniczy 'Jabol' [wyrósł jak z spod ziemi i zgłosił chęć zaryczenia na scenie].
Popularnemu 'Kazkowi' oczy lekko się rozszerzyły i zaczął je przecierać, a usta zdziwienie wielkie wyraziły na ten widok. Najchętniej też by dołączył do Zlotu, ale majestat powstrzymywał go bardzo przed uczynieniem tak żywiołowego kroku [dyć mógłby spaść z kolumny…, a któżby go zastąpił na tym wysokim stanowisku?].
Kilkudziesięcioosobowa grupa amatorów gitar klasycznych, akustycznych, elektrycznych i basowych wyraźnie widocznych w tłumie [żółte koszulki liderów z brązowym logo na splocie słonecznym] dostarczała sobie i przerzedzonemu tłumowi sporo radości, uśmiechów i emocji. Była to jednocześnie skromna uwertura dla głównego koncertu Leszka Cichońskiego i jego 'odmłodzonej sekcji' GUITAR WORKSHOP w składzie: Bartek Niebielecki – dr; Łukasz Matyja – bass; Robert Jarmużek – keyb..

Zabrzmiało wówczas wiele znanych motywów i standardów Jimiego Hendrixa [m.in. Foxy Lady, Voodoo Chile, Littre Wing] i kompozycje Leszka Thanks Jimi, oraz ta, dedykowana Janowi Pawłowi II – bardzo klimatyczna, pełna refleksji i wspomnień, choć to na razie utwór instrumentalny.

Publika nie dopisała tak, jak podczas niedzielnego koncertu Lady Pank – z kolejnym wrocławskim gitarzystą [stamtąd jego ród] Janem Borysewiczem, ale nie to było najważniejsze... i zła pogoda. Jak powiedział Leszek: '...czasem koncert dla stu, czy dwustu ludzi jest ważniejszy, bo Ci ludzie tworzą atmosferę i wiedzą po co przyszli i dają wiele dobrej energii”.
Co bardziej leniwym pozostało śledzenie koncertu poprzez kamerę w sieci, ale bez fonii i przy słabym odśnieżaniu, to niewielka namiastka, tego co się działo…
Kilka minut po 22. Zlot przeniósł się na pobliskie Planty do Karczmy pod Starym Zamkiem, gdzie wystartowała Bluesowa Noc Niespodzianek. Tło do scenicznych występów stanowiły, i nadal to czynią, portrety gwiazd sceny lokalnej, polskiej i światowej sceny w fotograficznym ujęciu Maćka Famielca.

Zaczęło się jak w filmach A.Hitchcocka od 'trzęsienia ziemi' – scenę opanowały 'Młode Wilki' [średnia wieku to lat 13 i pół], a już mają sporo indywidualnych doświadczeń scenicznych jak na swoje lata. Sebastian Koszmider – guitar, lider zespołu [prawie 13 lat, debiutował na Dniach Bochni 2005 z zespołem '4 szmery]'; Staszek Potępa – guitar, Filip Godek [11 l.] – bass, Kacper Godek – drums [13 l.].
Na otwarcie Hey Joe, później napięcie rockowo narastało – w końcu blues [to korzenie rocka], by następnie przyspieszyć w 'Green Day`owym stylu', a na bis zwieńczyli występ bluesem w E-dur. Publiczność ożywiła się z lekka, pomimo późnej pory i z aplauzem przyjęła świeży powiew muzycznej młodzieży i debiutantów jako grupy.

Na scenę jako kolejna wkroczyła grupa 'Dude Evolution' [jak mówią – 'cokolwiek by to znaczyło, tak się nazwaliśmy'], dla niektórych, być może zbyt rockowo, ale jak wspominałem nie jest to żaden zarzut. Skład: Kamil Grabarz – gitar, vocal; Michał Gąsiorowski – guitar, Paweł Borowiecki – bass, Igor Derszko – drums.

Trochę starsi i bardziej obyci [laureaci tarnowskiego Tygodnia Talentów, ostatnio na Dniach Tarnowa] również nie pozostawili publiczność obojętną, zwłaszcza przy 'Bo jo Cie Kochom…', a później na scenie zagościli 'starzy wyjadacze': Tomek Godek guitar [PSN]; Robert 'Franz' Tomzik – guitar; Artek Gałązka – bass [PSN], Piotrek Borowiecki – drums [ex-Obssesion]; Maciek Blecharczyk – harmonica, którzy 'wciągnęli' do udziału Leszka Cichońskiego, a później jego sekcję rytmiczną do spontanicznego jamu, bo w tym tkwi też jego istota. Jedynymi 'młodymi wilkami' w tej grupie gitarzystów byli Adaś Struzik – guitar i Bartek 'Siara' Krawczyk – bass.
Było stylowo, standardowo, a później zmieniały się 'konstelacje gwiazd' jak w kalendarzu do grupy dołączyli również: Maciek Famielec – guitar [Multitalents Brothers], Piotrek Lekki – [nauczyciel i gitarzysta, jak również producent ze Studia KWART] i Paweł Stompór [ex-Crazy Power, Balls Power, TSA Evolution, a ostatnio współpracuje z Markiem Piekarczykiem przy jego solowym projekcie].

Atmosfera i napięcie wciąż wzrastały, tu i ówdzie pojawiało się tylko hasło – 'Panowie, gramy w 'C'' – i godziny płynęły nieubłaganie. Perepeczkami były wykonania 'Mercy, mercy', 'Voodoo Chile' i oczywiście 'Hey Joe', który był taką klamrą spinającą pewien etap 'muzycznego dżemu'. Bliżej świtu do składu jamującego i już zawężonego, prawie nad ranem pojawił się duch Hendrixa – dosłownie, Piotrek Lekki rytmicznie zagryzał struny jako sceniczne danie główne bluesowej uczty.

Najbardziej wytrwali znakomicie się bawili do samego rana [grono około 20-tu fanów bluesa], bo przecież w życiu piękne są tylko chwile, a w 'Karczmie pod Starym Zamkiem' przeżyło takowe przeszło dwieście osób.

...z Bochni – Undergroundowej Stolicy Polski – prezydent honorowy Koder I

© by Koder & MF [Bochnia, czerwiec 2006 r.]

PS. Pozwolę sobie przeprosić obecnych za wszelkie wpadki i potknięcia [jak choćby brak '4 szmerów' na scenie – pojawili się na chwilę po bardzo długiej eskapadzie prosto z koncertu w Sopocie, ale obowiązki nie pozwoliły im pojawić się na scenie].
Reszta nieobecnych pozostaje milczeniem, bo to przecież samo złoto…
Pewne rzeczy zamierzone na tą noc ujrzą jeszcze światło dzienne, pomimo trudności technicznych, które nie pozwoliły na całkowitą realizację wszelkich pomysłów.
A na marginesie dodam tylko jedną opinię 'Sopelka' – '...Do tej pory żeby dobrego bluesa posłuchać człowiek musiał jeździć na Śląsk – Wrocław, Katowice, Tychy. Tak, że wielkie dzięki za ten wieczór z bluesem. Jak widać jestem deczko maniakiem bluesowym. Z Młodych zespołów podobał mi się ten pierwszy :). Nie wiem jak się nazywał. Ale takie młode osoby tam grały :). Ten drugi zespół troszku za rockowo grał dla mnie, a za mało bluesowo. Ale też nieźle wypadli. Pytasz się czy warto było to organizować. Powiem Ci śmiało że warto. Mimo, że mało osób przyszło. Ale byłem na kilku koncertach bluesowych w Polsce gdzie przyszło garstka osób. I to takich gwiazd jak Krzak, czy też Free Blues Band. Mimo to zagrali dla tej garstki osób piękne koncerty. Jak to jeden z muzyków stwierdził – '...Nie liczy się ilość osób na widowni ale jakość. I to jak zostają przyjęci'. Cichoński pokazał w Bochni wielką klasę. Mimo małej ilości osób na rynku. Jeszcze raz wielkie dzieki za zorganizowanie tego wszystkiego. I oby więcej bluesa w Bochni!'