Z gitarą za pan brat Witam wszystkich miłośników gitar, a przede wszystkim
‘rekordzistów’, którzy co roku pojawiają się na wrocławskim rynku.
Idea
‘zjednoczenia’ tej wspaniałej imprezy została stworzona dzięki Leszkowi i chwała
mu za to. Najcudowniejsza jest chwila spędzona na wrocławskim rynku, pośród ogromnej
ilości gitarzystów. Chwila dlatego, gdyż 'Thanks Jimi Festival' trwa tylko jeden
dzień w roku... ale za to ten dzień, pozostaje w pamięci na bardzo długo.
Moja
historia z ‘Rekordem’ zaczynała się całkiem niewinnie. Zaczynając naukę gry na
gitarze dorwałem w swoje ręce kurs Leszka Cichońskiego. Studiując długo i namiętnie
każde zagrywki, szlifując warsztat latami, postanowiłem pojawić się na jego ‘Forum’
i podziękować za cudną szkołę. ‘Forum’ jak każdemu wiadomo porusza mniej lub bardziej
istotne tematy naszego życia, a wtedy była na topie sprawa ‘Rekordu’. Zostałem
zarażony, opętany śmiertelnie duchem Festiwalu.
-
‘...kiedy odejdę, pragnę aby ludzie grali moją muzykę, dali się jej ponieść i
zrobili z nią wszystko, na co tylko będę mieć ochotę’. Jimi
Hendrix
Tak naprawdę nie da się opisać emocji panujących na ‘Rekordzie’.
Tu trzeba
być, przeżyć to wraz z innymi, wkleić się w tłum grając ‘Hey Joe’,
‘Little Wing’, ‘Red House’ czy ostatnio utwór Leszka ‘Thanks Jimi’.
Cudna
jest prostota Festiwalu... Ty i gitara, nic więcej się nie liczy w tym momencie,
jak tylko być wspólnie z innymi. Tumy ciągną z całej Polski. Kilometry i godziny
spędzone w podróży są tak ogromne, jak serca fanów i miłośników Hendrix’a.
Ja osobiście spotkałem się z parą, która dotarła na Rynek prosto z Biłgoraju po
to, by połączyć wspólnie siły – a jak wiadomo takich osób jest mnóstwo – za to
chylę czoło i składam pokłony. Wielkie dzięki...
Tegoroczny ‘Rekord’ przeszedł
do historii – tego nie da się ukryć. Ciekaw jestem czy następny równie zaskoczy
nas tak miło, jak obecny. Może sam Jimi pojawi się na scenie? Kto to może wiedzieć...
Ale na pewno jest duchem zawsze, gdy gramy ‘Hey
Joe’ –- pozostawił nam muzykę,
która jest kosmiczna jak nasze kochane ‘GRG’
– pozdrowienia i do zobaczenia
już za rok
Patryk
Paco P. [maj 2006 r.]