Listopad w Spiżu...
W dniu wczorajszym [18 listopada br.] miałam możliwość uczestniczyć
w legnickim koncercie – Leszek Cichoński & Tim Mitchell.
Na początek Leszek zagrał dwa utwory, następnie na scenę wywołany
został – Tim. Od pierwszych dźwięków gitary – można było poczuć,
że czeka nas jeden z ciekawszych koncertów. Sama postać Mitchell'a
już wywoływała dreszczyk emocji, a kiedy otworzył usta – usłyszeliśmy
zadziorny, przyjemny głos czarnego mężczyzny.
Leszka tego wieczoru odebrałam inaczej – jakby nie ten sam
gitarzysta. Grał jak zawsze wyśmienicie, ale tym razem była
w tym jakaś – dzikość lwa :). Solówki z lekką nutą wyrafinowanego
rocka i ta melodyjność, która dla mnie ma ogromne znaczenie
przy tym instrumencie. Wtedy zawsze pozwala mi odnaleźć treść
w nutach. Myślę, że nie opadły jeszcze emocje po zakończonej
dzień wcześniej trasie z Zazą. I dobrze. Bo grał inaczej i z
jeszcze większą 'przyprawą' w nutach.
Robert Jarmużek tego wieczoru naprawdę pokazał na co go stać.
Zawsze zbiera burzę oklasków, ale podczas wczorajszego koncertu
zadziwił samego Tim'a. Wyłam :), klaskałam i krzyczałam
– Brawo Robert!
Tim tańczył, a publiczność razem z nim [to już tradycja w tym
klubie]. Zaczepiał miło widzów. Był moment, że na chwilę zabawił
się w basistę – poprosił gitarę od Dawida i poleciał w dźwięki
razem z resztą muzyków. Były bisy, oklaski do opuchnięcia rąk.
Wybrać się na taki koncert to świetny pomysł, aby oderwać się
od codziennych spraw
i dać porwać się tak znakomitym muzykom.
Beata
[Legnica, listopad 2008 r.]
|