Deszcz...
Gazeta Wyborcza Taty
Z gitarą za pan brat
I Zlot Fanów GRG w Bochni
Blues odwiedził Bochnię...
Koncert w deszczu...
Koncert z wywiadem
Listopad w Spiżu
Liverpool...
F3 w Alibi
Tygmont
Zwariowany Weekend -
     TFJ 2009

Zaszczytne Drugie Miejsce
Wielka Majówka Asi O.

Jeżeli nie wstydzicie się okazać prawdziwych uczuć i chcecie przelać je 'na papier' – tu możecie umieszczać swoje opowiadania i wiersze...
>> zobacz

Wychodząc na przeciw ogromnemu zapotrzebowaniu naszego społeczeństwa, na VIII Zjeździe KC FCLC, Komitet Centralny naszej Partii podjął uchwał o utworzeniu nowego działu – Recenzje płyt gitarowych... >> zobacz

Jeżeli gracie na jakimkolwiek instrumencie, śpiewacie, macie zespół lub w samotności piszecie piosenki – my to umieścimy na naszej stronie... >> zobacz

Wielka Majówka Asi 0.

No to mamy zaszczytne pierwsze, drugie i trzecie miejsce! Nie myślałam, że przebijemy nasz zeszłoroczny rekord, ale najwyraźniej nie doceniłam polskich gitarzystów. Przyjechało ich ponad pięć i pół tysiąca! Pewnie pogoda też zrobiła swoje, bo choć nie było za ciepło, to słońce dopisało.

Zagrało z nami wiele znanych już z poprzednich rekordów polskich sław, i jak zwykle - arcysympatyczny Egon Poka z Węgier. Także nie mniej sympatyczny Paweł Kukiz, a Andrzej Malcherek zjechał w tym roku z całym swoim zespołem! Gościli też Al di Meola i Neil Zaza; na Rynku grali krótko, ale za to wieczorem na Wyspie Słodowej dali nam super koncerty!

Żałowaliśmy wszyscy, że nie ma z nami Gary'ego Moore'a. Kiedy wreszcie miał możliwość zagrać we Wrocławiu, niespodziewanie od nas odszedł... Na jego cześć zagraliśmy jego sławny "Still got the blues". Miejmy nadzieję,że nas usłyszał.

Nie zabrakło nowości: przede wszystkim utwór z najnowszego singla Leszka Cichońskiego-"Sobą gram". Gdyby nie ścisk, chyba bym zatańczyła. A największą chyba atrakcją (i niespodzianką) GRG był konkurs na najdziwniejszą gitarę. Która oczywiście gra-to był podstawowy warunek konkursu. Pomysły były nie z tej ziemi: gitara przezroczysta, gitara jednostrunowa zrobiona z kija i puszki, i najlepsza ze wszystkich gitara z zielonej łopaty (tak, tej ogrodowej!) z czerwoną główką. Grała pięknie, jak najlepsza klasyczna. Tak mnie zaintrygowała, że obfotografowałam ją z każdej niemal strony.

Nie mniejszą atrakcją było wykonanie rekordowego "Hey Joe". Znałam Acid Drinkers jeszcze z 2004 roku, kiedy zagrali przed Deep Purple na warszwskiej Legii, ale już zdążyłam trochę zapomnieć, jak grają. No to mi przypomnieli. W interpretacji Titusa "Hey Joe" wypadło niesamowicie! Słysząc go od razu można było wyobrazić sobie tego Joe'go.

Dzięki duszpasterstwu akademickiemu mogliśmy przechować u braciszków nasze instrumenty, aby nam nie przeszkadzały na wyspie. Ale ja wzięłam swoją gitarę ze sobą, aby znowu złapać kilka podpisów. I dobrze zrobiłam, bo owszem, podpisali mi ją obecni i byli muzycy Acid Drinkers, a także większość innych artystów. A z zespołem Neila Zazy nawet się sfotografowałam. Neil Zaza tak szybko grał, że nie nadążałam za jego ręką. To był najszybszy gitarzysta tego wieczoru. Bardzo sympatyczny i cały czas uśmiechnięty. Po nim wystąpił Leszek Cichoński z nowym zespołem - i chociaż cały dzień na nogach, dał niezły popis. Następni byli Acid Drinkers. Zaskoczyli mnie totalnie. Kilka lat wcześniej stwierdziłam, że to za ostra dla mnie muzyka, a teraz zaczęła mi się podobać! Podpiszę się pod moim mężem: to najlepsza obecnie polska kapela metalowa.

Al di Meola, gitarzysta klasyczny, pozwolił nam odpocząć po ciężkim metalu Acid Drinkers. Ale nie na długo. Pod koniec swojego koncertu wziął gitarę elektryczną i dal nam popis prawdziwie ostrego grania. Jest świetny nie tylko w klasycznej. I ma bardzo ciekawy repertuar. Kupiłam jego płytę. Koncert na wyspie zakończył się występem Ten Years After i słowo daję, wcale się ta kapela nie zmieniła od czasów, kiedy przez radio łapaliśmy "I'd love to change the world". Koncerty 30 kwietnia i 1 maja były najlepsze z całej majówki. Bo dzień po rekordzie czekała nas następna atrakcja-muzyczna sesja, niejaka kontynuacja GRG na Rynku. Klub Łykend ma oryginalny wystrój, jak wnętrze okrętu podwodnego. Atmosfera zachęca do następnych odwiedzin.

Wojciech Pilichowski, nie tylko świetny basista, ale i niezwykle sympatyczny gospodarz imprezy, po zagraniu kilku kawałków poprosił na scenę osoby, które chciałyby pomuzykować. Tak mnie korciło, żeby spróbować zaśpiewać, ale jedyne, co mi przyszło do głowy, to "Kiedy byłem małym chłopcem". Nigdy nie byłam takowym, toteż zabrzmiałoby to cokolwiek absurdalnie. Później przypomniałam sobie "Oni zaraz przyjdą tu"- też niezbyt logiczne jak dla osoby płci żeńskiej...

W końcu nic nie zaśpiewałam, nie miałam odwagi. Może następnym razem. Ale znalazło się kilku innych chętnych do muzykowania. A potem odwiedził nas już wcześniej zapowiadany przez pana Pilichowskiego Leszek Cichoński i zabawa rozkręciła się na całego, tym bardziej, że wyszedł do publiczności. Obowiązkowo zaliczyliśmy cały jego występ. Szkoda, że nie zostaliśmy aż do zamknięcia klubu, ale zrobiło się późno, a następnego dnia mieliśmy w perspektywie rano muzeum, a po południu następny koncert na Wyspie. Nie był nadzwyczajny, poza Moniką Brodką, dobrze zapowiadającą się wokalistką, która wdziała na swój występ prześmieszny ni to hełm, ni to kapelusz, i Myslowitz, który po nielubianych przeze mnie Happy Sad i Strachy na Lachy znacznie poprawił mi humor. Niestety, zrobiło się tak zimno, że nie dotrwałam do końca... A nazajutrz, 3 maja, spadł... śnieg! Bardzo skutecznie odwiódł mnie od zamiaru wycieczki na Stare Miasto.

Wyjechaliśmy wczesnym popołudniem.. Przyjemnie było usiąść w ciepłym przedziale i poczytać o naszej Wielkiej Majówce we wrocławskich gazetach. Fajnie było, w przyszłym roku znów tu przyjadę.

Joanna Ostrowiecka
[Warszawa, maj 2011 r.]