'Liverpool' w urodzinowy
wieczór.
Jeszcze jestem pod wrażeniem koncertu i dlatego szybko spisuję
myśli, bo pamięć mam zawodną.
To, że zaczęło sie z opóźnieniem dosyć dużym to chyba normalne,
zdążyliśmy się przyzwyczaić. Zresztą granie klubowe ma swoje
zwyczaje i trudno wymagać grania od–do.
LC przywitał gości.
Ooo! Brak słynnych czarnych, skórzanych spodni – co to ma znaczyć
??? :) Ale jest w koszulce z logo Przystanku Woodstock 2008
[prowadził tam warsztaty].
Zaczęli w składzie: W. Krakus [bas], R. Jarmużek [klawisze],
Ł. Sobolak [perkusja], Leszek (gitara)
Na pierwszy ogień 'Revolution'. L.C. widać w dobrym humorze
i w dobrej formie muzycznej, ciągnie solówki aż miło. Jako,
że impreza jest urodzinowa, na widowni cala rodzina Leszka.
Nie wypada nie skorzystać. ...Leszek poprosił na scenę syna
Radka. 'Oni zaraz przyjdą tu', zabrzmiało bardzo świeżo
w wykonaniu tandemu rodzinnego.
Zmiana na basie. Na scenę wchodzi David Price. Tym razem Leszka
kompozycja 'Thanks Jimi'. Wiele razy to słyszałem, ale
jak zagrał wspólnie z synem Radkiem, to utwór zabrzmiał na nowo.
Dawali ostre dialogi na dwie gitary.
Na scenie jest Tim Mitchell. Zaczynają w stylistyce bluesowej.
Tim, to silny i mocny głos. Widać, że ma w sobie dużo energii.
Po chwili nawiązuje kontakt z publicznością.
Pojawiają się wspólne śpiewy.
W następnym standarcie 'Kansas City', oprócz rozbudowanych
partii solowych muzyków, dołączył wokalista demonstrując solidny
warsztat wokalny. Kolejny blues, w którym Tim pokazał klasę.
Parę fraz zaśpiewał bez mikrofonu. Słychać było bardzo dobrze.
Kilkakrotnie wspiął się bez trudu na wysokie rejestry głosowe.
Naprawdę brzmiały świetnie!
Następnie coś z Hendrixa. Leszek pomachuje wiosełkiem. Wymiata
aż miło.
Przerwa.
W blasku licznych fleszy zebrani przyjaciele Leszka odśpiewali
solenizantowi głośne – 100 lat! Ja w imieniu FCLC, również złożyłem
życzenia.
Po przerwie, usłyszeliśmy znany numer z klasyki 'Tak blisko,
tak daleko'. Leszek dedykuje go swojej Rodzinie. Piękna
solówka. Widać, że emocjonalnie zaangażował się w jej odegranie.
Jest także utwór 'Voodoo Chile'. Zawsze się dziwie, że za każdym
razem brzmi inaczej i ciekawiej.
I chociaż w Liverpoolu akustyka nie powala, to jednak całość
brzmiała poprawnie. Dźwięki instrumentów wyważone, ładna partia
bębnów w wykonaniu Sobolaka. LC, trochę pobawił się niskimi,
basowymi dźwiękami – brzmiało ostro i drapieżnie, by za chwilę
powrócić do normalnych dźwięków z efektownym zakończeniem.
Na scenie ponownie –Tim.
Widać, że naprawdę daje z siebie bardzo dużo. Energiczny na
scenie i pod sceną także :). Pokazywał, że nie obce mu są podstawy
ruchu scenicznego.
Zaczyna się 'Giorgia' – piękna ballada znana z wykonania Ray
Charlesa. Tim, także zaśpiewał ją wyjątkowo, a przy tym cudne
klawisze w tle. Nad całością delikatnie akompaniowała gitara
Leszka. Tim pokazał, że naprawdę jest dobrym wokalistą. Kręcił
karkołomne piruety głosowe. Od bardzo niskiego tonu, do bardzo
wysokiego. Świetne wokalizy – BRAWO!
Leszek, zapowiedział ostatni numer. Zszedł ze sceny by pod
nią, wśród ludzi pociągnąć po strunach że HEJ! Brawa!
Ale jeszcze nie koniec tego wieczoru utwór z repertuaru Jamesa
Browna. W pewnym momencie Tim, wziął bas od Davida P. i pojechał
na basie! W tym momencie pojawiała się wątpliwość? – Czy jest
dobrym basistą, czy dobrym wokalistą ;)?
Oczywiście w obu odsłonach pokazał się świetnie. Owacja zasłużona.
I tak już trochę po północy, Leszek podziękował przybyłym gościom,
którzy pojawili się na urodzinowym koncercie.
Część oficjalna została zakończona. Co dalej się działo, to
juz Leszka tajemnica. Jeszcze raz wszystkiego Najlepszego!
Janusz Szmat
[Wrocław, 25 listopada 2008
r.]