Koncert z wywiadem
Carlos Johnson – Klub
'Rura' – Wrocław, 15 września 2006 r.
Na koncert Carlosa Johnsona wybrałam sie głównie z ciekawości.
Chciałam usłyszeć 'na żywo' człowieka, z którym Leszek zagrał
ponad 130 koncertów, nie tylko w Polsce.
Spotkanie tego wieczoru wyznaczone było na godz. 21-wszą. Jak
dla mnie to trochę późno, ale chęć usłyszenia gitary Carlosa
– zwyciężyła. Zachęciła mnie jeszcze podpowiedź Leszka, który
określił Carlosa jako 'pożeracza' damskich serc [co prawda tego
najmniej się obawiałam] ale również stwierdzenie, że na pewno
będę zauroczona tym występem – to 'podkręciło' moją ciekawość.

Klub 'Rura' wypełniony był po brzegi. Nie można było znaleźć
wygodnego miejsca stojącego, nie wspominając o siedzących. Wszystko
zajęte. Kto przyszedł w ostatniej chwili, miał problem. To wynik
tak małego pomieszczenia, by gościć wielkie muzyczne osobowości.
Wszyscy ściśnięci oczekiwali na przybycie muzyków. Trwało to
dość długą chwilę. Wokół słychać było głosy o jakiś kłopotach
techniczno-muzycznych. Dlatego napięcie rosło z każdą minutą.
Większość z nas obawiała się odwołania tego występu.
W końcu, parę minut przed 22-gą pojawił się jako pierwszy, gość
specjalny tego wieczoru – Wojtek Karolak. Zaraz za nim po schodach
zbiegł Carlos Johnson, który kolor swojej skóry podkreślił jeszcze
bardziej czarnym ubraniem i oryginalnym kapeluszem, z którym
jak zauważyłam rzadko się rozstaje. Wcześniej na każdym obejrzanym
przeze mnie zdjęciu, dało się zauważyć, że ten element stroju,
u tego muzyka jest najważniejszy.
Po przywitaniu się z publicznością, zaczęło się granie:
Carlos Johnson – guitar, voc.
Wojciech Karolak – hammond
Włodzimierz 'Lola' Krakus – bass
Marek 'Stingu' Popów – guitar
Bartek Niebielecki – drums
Wiekszość utworów pochodziła z ostatniej płyty Carlosa – 'In
And Out'. Na szczególną uwagę na pewno zasłużył sobie utwór
– 'Don't Ever Leave Me', którego nastrój zahipnotyzował dosłownie
wszystkich. Ustał gwar, zrobiło się cicho, jedynie zza baru
dochodziły odgłosy tłuczonych szklanych naczyń – pomyślałam,
zagościł tam zapewne czarny kot, gdyż tego wieczoru było to
zjawisko bardzo częste :). Nie zważając zbytnio na ten dyskomfort,
starałam się właściwe odbierać urok tego muzycznego zjawiska,
w którym gitara Carlosa z niezwykłą sobie fantazją, wprowadzała
nas słuchaczy w piękną jego treść.
W dalszej części koncertu pojawiały się utwory, które coraz
bardziej zadziwiały. Wszystko dopracowane, brzmiało prawdziwie
i szczerze. Każda 'solówka' niemalże wprawiała nas w osłupienie.
W pewnym momencie Carlos wstał z wysokiego krzesła i nie przestając
grać, ruszył w stronę publiczności. Niestety nie zaszedł zbyt
daleko. Utknął na początku swej drogi, tuż przy scenie.Stojąca
publiczność – doczekała się w końcu nagrody – mogła być blisko
mistrza. Zrobiła szczelny pierścień, trudny do przebicia, nawet
dla rąk z aparatami fotograficznymi.
Wszyscy muzycy tego wieczoru byli w świetnej formie. Wojtek
Karolak to muzyk, który nigdy nie rozczarowuje słuchacza. Wspaniała
forma i kondycja jak zawsze. Intrygował mnie chłopak grający
na gitarze, na którego wszyscy wołali 'Sting'. Zaczepiał struny
swojej gitary w taki sposób, że nie dało się jej nie zauważyć.
Za każdym razem kiedy wychodził na prowadzenie – był mocno oklaskiwany.
Bartek Niebielecki ma już swoją publiczność. Tego wieczoru przybyła
licznie.
Pan Wojciech... wywiad
Cały koncert zakończył się dobrze po pierwszej w nocy. Wrażenia
po całym spotkaniu były mocne. Na koniec chyba wszyscy czuli
wielki niedosyt. Pomyślałam wówczas, że jest okazja porozmawiać
z tymi muzycznymi postaciami, są przecież na wyciągnięcie ręki.
W pierwszej kolejności padło na pana Wojtka Karolaka. Akurat
schodził ze sceny. Podeszłam, przedstawiłam się, jako osoba
reprezentująca Fan Club Leszka Cichońskiego. Na twarzy zauważyłam
miłe zaskoczonie.
Pan Karolak również ubrany był na czarno. Na nosie jak zwykle
charakterystyczne okulary, które odkąd pamiętam to chyba nie
zmieniły swojego kształtu i barwy. Od lat te same duże, przyciemnione
szkła.
Szukaliśmy spokojnego miejsca. Wyszliśmy z klubu. Stanęliśmy
obok wejścia do 'Rury'. Na zewnątrz ciepła, pachnąca noc, a
w tle słychać było dobiegający gwar 'rurowiczów'.
Jak się później okazało, pan Wojtek jest taką osobą, która najchętniej
po zakończonym koncercie schowałaby się w hotelowym zaciszu.
Zdradził, że od pewnego czasu granie w klubach przestało go
bawić. Wytrzymuje tam do 2 godz. grania. Później cały ten zgiełk
i hałas, męczy go. Dlatego po koncercie najchętniej 'ucieka'
w spokojne miejsce.
Z mojej strony zaczynają 'padać' dalsze pytania, między innymi
– dlaczego wyjazd z Leszkiem do Monterey nie doszedł do skutku.
W odpowiedzi usłyszałam...i tu spróbuję zacytować pana Wojtka:
'....kiedy zobaczyłem, że tak ciężko załatwić jest tę wizę –
odpuściłem sobie. Jestem takim człowiekiem, że gdy cokolwiek
sprawia mi trudność w załatwieniu czegokolwiek – rezygnuję.'
Po tej wypowiedzi podkreśił, że jest przeciwieństwem Leszka
jeżeli chodzi o te sprawy.
Dalej objaśniając zaznaczył, że nie zabiegał o ten wyjazd tym
bardziej, że nie lubi słońca, widoku opalonych ludzi, a w Kalifornii
tego jest tak dużo.
Dalsza nasza rozmowa przeniosła się na obecną sytuację polityczną
w Polsce, na zachowanie Polaków.. .ale ja delikatnie starałam
się ponownie powrócić na tematy muzyczne i te bliższe Leszka.
Mając w pamięci to, że polityka niejednych już poróżniła, delikatnie
zmieniłam temat. Był to wieczór muzyczny, więc o muzyce przede
wszystkim :).
Głównie interesowało mnie jak układała się współpraca pana Wojtka
z Leszkiem, tym bardziej, że nagrana została wspólna płyta –
'Come Together – Live' i w związku z tym odbyło się wiele koncertów...
Pan Wojtek odpowiadając podkreślał jak bardzo szanuje Leszka
za to jakim jest muzykiem. Lubi z nim grać, ponieważ to wykształcony
muzyk, który jest w stanie zagrać wszystko. Miło było słuchać
tyle miłych słów o swiom Idolu, których nie sposób było wszystkich
spamiętać tym bardziej, że mój sprzęt nagrywający odmówił posłuszeństwa.
W dalszej części zadałam pytanie, na które od dawna szukam odpowiedzi,
a mianowicie – dlaczego tak utalentowany gitarzysta, jest wciąż
mało znany szerszej publiczności? Pan Wojtek przyznał mi rację,
że również nie jest w stanie tego pojąć podkreślając, że w środowisku
muzycznym znany jest wszystkim. Dodał, że podziwia Leszka, za
jego pracowitość, zaznaczjąc jednocześnie, że gdyby on, miał
się starać o to by grać [bo wiadomo jak trudny jest muzyczny
rynek] – to przestałby to robić. Zdradził mi również, że jest
takim człowiekiem, który nie ma już marzeń. Kiedyś miał swoje
jedno muzyczne pragnienie, ale jak powiedział – '...nie wymyślono
jeszcze takiego sprzętu, abym to marzenie mógł spełnić'.
I tym tajemniczym wyznaniem pana Wojtka, zakończyłabym to krótkie
sprawozdanie z sympatycznego spotkania.
Od tego koncertowego wieczoru, postać pana Karolaka stała mi
się bliższa i muszę Wam powiedzieć, że jest to osoba, która
nie ma nic z 'gwiazdy. Jest to człowiek, który ma dystans do
swiata, ludzi, siebie. To człowiek honoru i wielkiej pokory.
Ma w sobie mądrość człowieka, który przeżył dużo. Tym bardziej
cieszyło mnie i cieszy, że mogłam usłyszeć tyle miłych i ciepłych
słów o Leszku. Na koniec podałam rękę, dziękując, że mimo zmęczenia
podarował mi kilkanaście minut bardzo ciekawej i sympatycznej
rozmowy.
Ps. Carlos Johnson tego wieczoru był rozchwytywany ...tak więc,
nie udało mi się z nim zamienić nawet słowa. :(.
Beata
[Legnica, wrzesień 2006 r.]