Deszcz...
Gazeta Wyborcza Taty
Z gitarą za pan brat
I Zlot Fanów GRG w Bochni
Blues odwiedził Bochnię...
Koncert w deszczu...
Koncert z wywiadem
Listopad w Spiżu
Liverpool...
F3 w Alibi
Tygmont
Zwariowany Weekend -
     TFJ 2009

Zaszczytne Drugie Miejsce
Wielka Majówka Asi O.

Jeżeli nie wstydzicie się okazać prawdziwych uczuć i chcecie przelać je 'na papier' – tu możecie umieszczać swoje opowiadania i wiersze...
>> zobacz

Wychodząc na przeciw ogromnemu zapotrzebowaniu naszego społeczeństwa, na VIII Zjeździe KC FCLC, Komitet Centralny naszej Partii podjął uchwał o utworzeniu nowego działu – Recenzje płyt gitarowych... >> zobacz

Jeżeli gracie na jakimkolwiek instrumencie, śpiewacie, macie zespół lub w samotności piszecie piosenki – my to umieścimy na naszej stronie... >> zobacz

Koncert z wywiadem
Carlos Johnson – Klub 'Rura' – Wrocław, 15 września 2006 r.

Na koncert Carlosa Johnsona wybrałam sie głównie z ciekawości. Chciałam usłyszeć 'na żywo' człowieka, z którym Leszek zagrał ponad 130 koncertów, nie tylko w Polsce.

Spotkanie tego wieczoru wyznaczone było na godz. 21-wszą. Jak dla mnie to trochę późno, ale chęć usłyszenia gitary Carlosa – zwyciężyła. Zachęciła mnie jeszcze podpowiedź Leszka, który określił Carlosa jako 'pożeracza' damskich serc [co prawda tego najmniej się obawiałam] ale również stwierdzenie, że na pewno będę zauroczona tym występem – to 'podkręciło' moją ciekawość.

Klub 'Rura' wypełniony był po brzegi. Nie można było znaleźć wygodnego miejsca stojącego, nie wspominając o siedzących. Wszystko zajęte. Kto przyszedł w ostatniej chwili, miał problem. To wynik tak małego pomieszczenia, by gościć wielkie muzyczne osobowości. Wszyscy ściśnięci oczekiwali na przybycie muzyków. Trwało to dość długą chwilę. Wokół słychać było głosy o jakiś kłopotach techniczno-muzycznych. Dlatego napięcie rosło z każdą minutą. Większość z nas obawiała się odwołania tego występu.
W końcu, parę minut przed 22-gą pojawił się jako pierwszy, gość specjalny tego wieczoru – Wojtek Karolak. Zaraz za nim po schodach zbiegł Carlos Johnson, który kolor swojej skóry podkreślił jeszcze bardziej czarnym ubraniem i oryginalnym kapeluszem, z którym jak zauważyłam rzadko się rozstaje. Wcześniej na każdym obejrzanym przeze mnie zdjęciu, dało się zauważyć, że ten element stroju, u tego muzyka jest najważniejszy.

Po przywitaniu się z publicznością, zaczęło się granie:
Carlos Johnson – guitar, voc.
Wojciech Karolak – hammond
Włodzimierz 'Lola' Krakus – bass
Marek 'Stingu' Popów – guitar
Bartek Niebielecki – drums

Wiekszość utworów pochodziła z ostatniej płyty Carlosa – 'In And Out'. Na szczególną uwagę na pewno zasłużył sobie utwór – 'Don't Ever Leave Me', którego nastrój zahipnotyzował dosłownie wszystkich. Ustał gwar, zrobiło się cicho, jedynie zza baru dochodziły odgłosy tłuczonych szklanych naczyń – pomyślałam, zagościł tam zapewne czarny kot, gdyż tego wieczoru było to zjawisko bardzo częste :). Nie zważając zbytnio na ten dyskomfort, starałam się właściwe odbierać urok tego muzycznego zjawiska, w którym gitara Carlosa z niezwykłą sobie fantazją, wprowadzała nas słuchaczy w piękną jego treść.
W dalszej części koncertu pojawiały się utwory, które coraz bardziej zadziwiały. Wszystko dopracowane, brzmiało prawdziwie i szczerze. Każda 'solówka' niemalże wprawiała nas w osłupienie. W pewnym momencie Carlos wstał z wysokiego krzesła i nie przestając grać, ruszył w stronę publiczności. Niestety nie zaszedł zbyt daleko. Utknął na początku swej drogi, tuż przy scenie.Stojąca publiczność – doczekała się w końcu nagrody – mogła być blisko mistrza. Zrobiła szczelny pierścień, trudny do przebicia, nawet dla rąk z aparatami fotograficznymi.
Wszyscy muzycy tego wieczoru byli w świetnej formie. Wojtek Karolak to muzyk, który nigdy nie rozczarowuje słuchacza. Wspaniała forma i kondycja jak zawsze. Intrygował mnie chłopak grający na gitarze, na którego wszyscy wołali 'Sting'. Zaczepiał struny swojej gitary w taki sposób, że nie dało się jej nie zauważyć. Za każdym razem kiedy wychodził na prowadzenie – był mocno oklaskiwany. Bartek Niebielecki ma już swoją publiczność. Tego wieczoru przybyła licznie.

Pan Wojciech... wywiad

Cały koncert zakończył się dobrze po pierwszej w nocy. Wrażenia po całym spotkaniu były mocne. Na koniec chyba wszyscy czuli wielki niedosyt. Pomyślałam wówczas, że jest okazja porozmawiać z tymi muzycznymi postaciami, są przecież na wyciągnięcie ręki. W pierwszej kolejności padło na pana Wojtka Karolaka. Akurat schodził ze sceny. Podeszłam, przedstawiłam się, jako osoba reprezentująca Fan Club Leszka Cichońskiego. Na twarzy zauważyłam miłe zaskoczonie.
Pan Karolak również ubrany był na czarno. Na nosie jak zwykle charakterystyczne okulary, które odkąd pamiętam to chyba nie zmieniły swojego kształtu i barwy. Od lat te same duże, przyciemnione szkła.
Szukaliśmy spokojnego miejsca. Wyszliśmy z klubu. Stanęliśmy obok wejścia do 'Rury'. Na zewnątrz ciepła, pachnąca noc, a w tle słychać było dobiegający gwar 'rurowiczów'.
Jak się później okazało, pan Wojtek jest taką osobą, która najchętniej po zakończonym koncercie schowałaby się w hotelowym zaciszu. Zdradził, że od pewnego czasu granie w klubach przestało go bawić. Wytrzymuje tam do 2 godz. grania. Później cały ten zgiełk i hałas, męczy go. Dlatego po koncercie najchętniej 'ucieka' w spokojne miejsce.

Z mojej strony zaczynają 'padać' dalsze pytania, między innymi – dlaczego wyjazd z Leszkiem do Monterey nie doszedł do skutku. W odpowiedzi usłyszałam...i tu spróbuję zacytować pana Wojtka:
'....kiedy zobaczyłem, że tak ciężko załatwić jest tę wizę – odpuściłem sobie. Jestem takim człowiekiem, że gdy cokolwiek sprawia mi trudność w załatwieniu czegokolwiek – rezygnuję.' Po tej wypowiedzi podkreśił, że jest przeciwieństwem Leszka jeżeli chodzi o te sprawy.
Dalej objaśniając zaznaczył, że nie zabiegał o ten wyjazd tym bardziej, że nie lubi słońca, widoku opalonych ludzi, a w Kalifornii tego jest tak dużo.
Dalsza nasza rozmowa przeniosła się na obecną sytuację polityczną w Polsce, na zachowanie Polaków.. .ale ja delikatnie starałam się ponownie powrócić na tematy muzyczne i te bliższe Leszka. Mając w pamięci to, że polityka niejednych już poróżniła, delikatnie zmieniłam temat. Był to wieczór muzyczny, więc o muzyce przede wszystkim :).
Głównie interesowało mnie jak układała się współpraca pana Wojtka z Leszkiem, tym bardziej, że nagrana została wspólna płyta – 'Come Together – Live' i w związku z tym odbyło się wiele koncertów... Pan Wojtek odpowiadając podkreślał jak bardzo szanuje Leszka za to jakim jest muzykiem. Lubi z nim grać, ponieważ to wykształcony muzyk, który jest w stanie zagrać wszystko. Miło było słuchać tyle miłych słów o swiom Idolu, których nie sposób było wszystkich spamiętać tym bardziej, że mój sprzęt nagrywający odmówił posłuszeństwa.
W dalszej części zadałam pytanie, na które od dawna szukam odpowiedzi, a mianowicie – dlaczego tak utalentowany gitarzysta, jest wciąż mało znany szerszej publiczności? Pan Wojtek przyznał mi rację, że również nie jest w stanie tego pojąć podkreślając, że w środowisku muzycznym znany jest wszystkim. Dodał, że podziwia Leszka, za jego pracowitość, zaznaczjąc jednocześnie, że gdyby on, miał się starać o to by grać [bo wiadomo jak trudny jest muzyczny rynek] – to przestałby to robić. Zdradził mi również, że jest takim człowiekiem, który nie ma już marzeń. Kiedyś miał swoje jedno muzyczne pragnienie, ale jak powiedział – '...nie wymyślono jeszcze takiego sprzętu, abym to marzenie mógł spełnić'.
I tym tajemniczym wyznaniem pana Wojtka, zakończyłabym to krótkie sprawozdanie z sympatycznego spotkania.

Od tego koncertowego wieczoru, postać pana Karolaka stała mi się bliższa i muszę Wam powiedzieć, że jest to osoba, która nie ma nic z 'gwiazdy. Jest to człowiek, który ma dystans do swiata, ludzi, siebie. To człowiek honoru i wielkiej pokory. Ma w sobie mądrość człowieka, który przeżył dużo. Tym bardziej cieszyło mnie i cieszy, że mogłam usłyszeć tyle miłych i ciepłych słów o Leszku. Na koniec podałam rękę, dziękując, że mimo zmęczenia podarował mi kilkanaście minut bardzo ciekawej i sympatycznej rozmowy.

Ps. Carlos Johnson tego wieczoru był rozchwytywany ...tak więc, nie udało mi się z nim zamienić nawet słowa. :(.

Beata [Legnica, wrzesień 2006 r.]