Koncert z deszczem w roli głównej – Zlot GRG – Wrocław, 2006 Wszyscy
chyba zauważyli, że deszcz podczas Leszka występów otrzymuje ostatnio główną rolę:
Gitarowy Rekord Guinness'a [1 maja], koncert w Trzebieży [29 lipca], ...i 5 sierpnia
Zlot GRG, który w ostatniej chwili zostaje przeniesiony z Wyspy Piaskowej do klubu
Łykend – właśnie z powodu deszczu.
Sobotni ranek 5 sierpnia. Przecierając
oczy, długo 'ustawiam' uszy, aby zorientować się, czy nadal 'rzuca żabami z nieba'.
Mając jeszcze w pamięci wczorajsze mocne przemoczenie na rowerze, Słyszę – 'rzuca'.
Tak więc z powrotem zamykam oczy z nadzieją, że gdy powtórnie je otworzę, zapanuje
'błoga cisza' ...chyba zbyt wcześnie się obudziłam.
Kolejne przebudzenie.
Niestety, powtórka sprzed godziny – 'zrzut żab z nieba' jakby większy i bardziej
gęsty. No cóż, pozostaje mieć nadzieję, że i tym razem Leszek będzie miał szczęście
i do godzin wieczornych nad 'Wyspą Piaskową' zapanuje susza.

W
drodze do Wrocławia otrzymuję sms od Leszka: '...powiadom kogo się da, że koncert
przeniesiony...'.
Siedząc już w pędzącym samochodzie niewiele mogę zdziałać...
ale szybko wyszukuję w telefonie ludzi, którzy wiem, że mają lub mogą dzisiaj
być na Wyspie – wysyłam sms w różne strony.
Godzina 18.40 – klub 'Łykend'.
Wchodzimy. Pustki. Minimalny ruch przy barze. Nie wygląda to najlepiej. Na
scenie dostraja się Woody Mann – amerykański gitarzysta akustyczny... Z jednej
strony to chyba dobra godzina. Pierwszy raz nie ma problemu, aby zająć dobre miejsce.
Wybieramy to najbliżej sceny.

Godzina
19.30 – myślę, że większość maili wysłanych przez Leszka, a w dalszej kolejności
sms-ów, została odebrana – sala klubu, powoli zapełnia się ludkami.
Około
20-tej zaczyna się muzyczny wieczór. Pierwszy na scenie pojawia się człowiek z
gitarą akustyczną – Woody Mann. Jego występ [gitara + vocal] tworzy dobre tło
do rozmów. Ta muzyka doskonale nadaje się na klubowe granie. Muza sobie, słuchacz
sobie. Tylko jakoś dziwnie to wszystko jest pod kontrolą – wszyscy wiedzą, kiedy
należy bić brawo.
Każdy już tęsknie wyczekuje występu Guitar Workshop. W końcu
są: gitara prowadząca – Leszek Cichoński, drums – Marek Kapłon [TSA], który ostatnio
towarzyszy Leszkowi na scenie, bass – Tomasz Grabowy i na hammondzie tym razem
nie Robert Jarmużek. Muszę się przyznać, że nie zanotowałam w pamięci, kto zastąpił
dzisiejszego wieczoru Roberta.

Leszek
na dobry początek gra 'New Times' – nastrojowy utwór ze swojej pierwszej płyty
– 'Blues-Rock Guitar Workshop – Live'. Jest to kompozycja Leszka. Spokojny, wzruszający
kawałek. Dla mnie 'rodzynek' na tej płycie. Leszek dawno go nie grał na swoich
koncertach. Słychać tu piękne solo gitary. Według mnie, kiedy gitara 'wyrusza'
na prowadzenie, jest to moment największych emocji. Siedzi się z mocno otwartymi
oczami, aby nie umknął żaden najmniejszy szczegół, lub na odwrót – zamykasz oczy,
dając wyobraźni pole do popisu... ale zawsze towarzyszą temu mocne przeżycia.
Na koniec bijesz brawo, bo wiesz, że sam nigdy tak nie zagrasz, a to co słyszysz
brzmi niewiarygodnie mocno, więc bijesz brawo, bo chcesz chociaż tak wyrazić uznanie
dla gitarzysty. Podziękować.
Tak samo dzieje się z każdym innym instrumentem,
który wychodząc na prowadzenie zadziwia nas, aż do stanu 'mokrych oczu'.
Następnie
Leszek gra utwory te bardziej znane, na przemian z tymi dawno nie granymi jak,
np. znany utwór Joe Zawinul'a – 'Birdland', który dzisiejszego wieczoru zagrał
we Wrocławiu po raz pierwszy.

Koncert
jak dla mnie trwa zbyt krótko, albo tak mi się tylko wydaje. Jest to muzyka, na
którą zawsze 'głodna' jestem tak samo. Można ją porównać do czytania interesującej
książki. Czytasz tak długo, dopóki nie skończysz. Po przeczytaniu nie możesz o
niej długo zapomnieć. Żałujesz, że to już koniec, a gdy po jakimś czasie wracasz
do niej, to na nowo towarzyszą te same emocje.
I tak samo jest z muzyką Leszka.
Słuchasz, dopóki nie zapanuje cisza i już za chwilę tęsknisz w tej ciszy... to
nie ma końca. Ona wciąż ma ten sam smak i zapach interesującej książki.

Po występie Guitar Workshop, na scenę wchodzi ekipa w składzie: Alek Mrożek –
gitara solowa, Jacek Baran – gitara rytmiczna, Kazimierz Cwynar – gitara basowa,
Kazimierz Marut – perkusja ...aby zaprezentować największe przeboje gitarowe lat
'50-tych i '60-tych – 'The Shadows / The Ventures' razem z orkiestrą pod dyrekcją
Michała Wróblewskiego.
Niestety, ze względu na złą pogodę ten projekt nie
miał szans na realizację w warunkach klubowych. Lecz mimo wszystko wyżej wymienieni
muzycy, zaprezentowali kilkanaście standardów.
Na koniec 'jam session'. Leszek
z zaproszonymi muzykami gra kilka utworów, między innymi – 'Hey Joe' razem z gitarami
klasycznymi, które również i dzisiaj znalazły się w klubie.

A
któż to, któż to obok Leszka siedzi? :)
Cały muzyczny wieczór jest bardzo
kameralny. Jest krótko, ale jak zawsze dobrze. Nikt na pewno nie żałuje, że mimo
tej okropnej pogody, wyszedł z domu.
Z klubu wychodzimy dobrze po północy.
Długie pożegnania, w uszach znajomy szum po zbyt bliskim kontakcie z głośnikami...
a ja znowu na 'głodzie' bo wiem, że do następnego koncertu Leszka 'na żywo', upłynie
kilka miesięcy.
tekst Beata
photo Sławek [sierpień
2006 r.]