Deszcz...
Gazeta Wyborcza Taty
Z gitarą za pan brat
I Zlot Fanów GRG w Bochni
Blues odwiedził Bochnię...
Koncert w deszczu...
Koncert z wywiadem
Listopad w Spiżu
Liverpool...
F3 w Alibi
Tygmont
Zwariowany Weekend -
     TFJ 2009

Zaszczytne Drugie Miejsce
Wielka Majówka Asi O.

Jeżeli nie wstydzicie się okazać prawdziwych uczuć i chcecie przelać je 'na papier' – tu możecie umieszczać swoje opowiadania i wiersze...
>> zobacz

Wychodząc na przeciw ogromnemu zapotrzebowaniu naszego społeczeństwa, na VIII Zjeździe KC FCLC, Komitet Centralny naszej Partii podjął uchwał o utworzeniu nowego działu – Recenzje płyt gitarowych... >> zobacz

Jeżeli gracie na jakimkolwiek instrumencie, śpiewacie, macie zespół lub w samotności piszecie piosenki – my to umieścimy na naszej stronie... >> zobacz

Zaszczytne Drugie Miejsce

Pomimo usilnych starań nie udało mi się namówić męża do nauki gry na gitarze... A szkoda, byłby jeden instrument więcej :). Jednak miało to swoje dobre strony, o czym za chwilę.

Jak zwykle nie zawiedli Marek Raduli, Mietek Jurecki, Jerzy Styczyński; przyjechała też pierwsza gitara Szczecina - Andrzej Malcherek. A także Andrzej Nowak (bardzo go lubię od koncertu z Ianem Paice'm) i Marek Piekarczyk z TSA, Zbigniew Hołdys, Jorgos Skolias, Gregor Koch z zespołem... Dodatkową atrakcją był minikoncert flamenco. To też muzyka gitarowa bądź co bądź. Pogoda była taka sobie, ale na szczęście nie lało. Był duży ścisk, co bynajmniej nie wywoływało agresji wśród uczestników, wszyscy byli przyjaźnie nastawieni. Z początku siedziałam "na bruku", ale na krótko przed biciem rekordu zwolniło się miejsce na stopniach przy scenie. Od razu lepsze zdjęcia zaczęły mi wychodzić! Pstrykam je co roku- moje uczestnictwo w GRG jest bardzo aktywne :).
Jak zwykle gitarzyści elektryczni chcieli zdominować wszystkich, ale Leszek Cichoński świetnie zapanował nad sytuacją. Jak zwykle na rynku panowała niesamowita atmosfera, której mógłby nam pozazdrościć niejeden organizator imprez zbiorowych. I tylko brakowało mi jednej rzeczy: "Wrocław and rock and roll"... Bardzo polubiłam ten teledysk, puszczam go sobie przy każdej okazji. Może w przyszłym roku znowu to dadzą?

Pan Cichoński postanowił, że w tegorocznym obowiązkowym repertuarze GRG będzie nie tylko "Hey Joe", "Smoke on the water" i "Kiedy byłem małym chłopcem", ale i wszystkie pozostałe utwory Jimi'ego Hendrixa, jakich się dotąd nauczyliśmy. I do tego "Voodoo child". Impreza była tym ciekawsza, że każdy utwór śpiewał nam inny artysta. Opanowałam wszystkie kawałki, ale w tym roku miałam okropne kłopoty z palcami, nawet przy tak łatwym utworze jak "Kiedy byłem małym chłopcem". Drętwiały, myliły się i odmawiały posłuszeństwa. Najgorzej wyszło mi "Little wing", i wciąż zastanawiałam się, czy aby "Hey Joe" zagram w miarę dobrze...
Zagrałam. Dzięki Ray'owi Wilsonowi, który ledwo wszedł na scenę, od razu poczułam jakąś niezwykłą energię. Znałam go z koncertu Genesis w Katowicach (nie mogę odżałować, że nie oglądałam go na żywo), bardzo go lubię, i nic się nie zmienił. "Hey Joe" zaśpiewał niesamowicie. Chciałam, żeby został z nami trochę dłużej, miałam nadzieję podsunąć mu swojego Defila do podpisu - ale stałam w złym miejscu i szybko mi uciekł... I tu mój mąż, który jako nie - uczestnik musiał zostać za ogrodzeniem, okazał się niezawodny. Udało mu się porozumieć z artystą, który podpisał mu wszystko, co podał, nawet zdjęcie... Marka Piekarczyka! Trochę to nielogiczne, ale nie sądzę, żeby pan Wilson się tym przejął. Mąż stwierdził, że to bardzo miły człowiek.
Gitary mi pan Wilson na razie nie podpisał, ale zrobiło to kilku innych gitarzystów, w tym Andrzej Nowak i Mietek Jurecki. Zebrałam całkiem pokaźną kolekcję autografów :).

Zaraz po imprezie na Rynku wyruszyliśmy na Wyspę Słodową - na następną imprezę. To bardzo ładne miejsce, ale organizacja gastronomii była irytująca. Wszystko na żetony, w dodatku nikt nie znał cen i nie wiadomo było, ile krążków kupić. A jeść się, owszem, chciało po tych gitarowych emocjach... Na szczęście, choć scena była daleko, koncert było słychać doskonale i mogliśmy spokojnie zjeść.
Jako pierwsza zagrała grupa Grega Kocha - bardzo dobry zespół. Nogi same tańczyły. Jeszcze lepiej wypadła grupa Leszka Cichońskiego - Tribute to Jimi Hendrix Project. "Thanks Jimi"- bez śpiewu- jak zwykle zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Jorgos Skolias z kolei rozruszał na dobre publiczność prosząc o wtórowanie mu, "abyśmy nie stali nic nie robiąc". Potem TSA. Nic nie stracili ze swojej energii, szczególnie pan Nowak, wciąż biegający po całej scenie i wyczyniający z gitarą takie akrobacje, jakich pozazdrościłby mu niejeden akrobata :).

Pomimo że zrobiło się późno, postanowiłam, że nie przepuszczę występu Ray'a Wilsona ze Stiltskin, choćby mieli zagrać po północy. Ale nie musieliśmy czekać tak długo. Pokazali się zaraz po TSA. I im dłużej ich słuchałam, tym bardziej ich lubiłam, byli świetni i w balladach, i w ostrzejszym graniu. A ballad było sporo, bo dali nam dużo kawałków z "Propaganda man", wyjątkowo nastrojowej płyty. Koncert ich możnaby właściwie podziellić na dwie części. W drugiej Ray Wilson zamienił gitarę akustyczną na elektryczną- i zacżął się prawdziwy odjazd. Mogłabym ich słuchać do rana. Jedynym mankamentem było złe oświetlenie sceny i ledwo widziałam muzyków, co najwyżej białą koszulkę solisty i jego instrument.

Ponieważ na Wyspę przyszliśmy z gitarami, oczywiście musiałam ponownie zapolować na autograf pana Wilsona. I to rzeczywiście bardzo miły gość. Po swoim występie sam podszedł do publiczności i wszystko podpisał, co tylko mu podsunięto. Moją gitarę też :). I zgodził się na zdjęcia. Żałuję tylko, że kupiłam jedynie "Propaganda man", jego "She" jeszcze bardziej lubię. A teraz nigdzie nie mogę tej płyty dostać.
Zrobiło się tak późno, i byliśmy tak zmordowani, że ani ja, ani mąż nie byliśmy w stanie zostać na występ Dżemu. Tym bardziej, że deszcz rozpadał się teraz na całego... To nieładnie w stosunku do grupy, ale postaramy się jakoś to nadrobić. Wieczór zakończyliśmy spacerkiem do "Piasta", gdzie się zatrzymaliśmy na cały weekend. Po drodze pstryknęliśmy jeszcze parę zdjęć Wrocławia nocą (bardzo się udały) - i na koniec zabłądziliśmy, jako że po ciemku wszystkie domy robią się do siebie podobne:). Ale pomimo bolących do niemożliwości nóg i tak dzień 1 maja mieliśmy wyjątkowo udany. Nie pobiliśmy naszego rekordu sprzed roku (nareszcie uznanego oficjalnie), tym razem zagrało tylko 4597 gitarzystów, ale zapewniliśmy sobie zaszczytne drugie miejsce. Może następnym razem się uda...

Joanna Ostrowiecka - trzykrotny uczestnik z Warszawy :)
[Warszawa, maj 2010 r.]