Deszcz... 'Thanks Jimi Festival' – Gitarowy Rekord Guinnessa (GRG) to
impreza, której pomysłodawcą jest gitarzysta z Wrocławia - Leszek Cichoński. Organizowana
jest od 4 lat. Z roku na rok przyciąga coraz więcej ludzi... i to dobrze, bo taka
jest idea GRG. Tu przychodzi się nie tylko po to, aby zagrać Hey Joe – hymn tej
imprezy, ale również po to, by poczuć tę wyjątkową siłę, magię, która unosi się
nad wrocławskim Rynkiem.
Twórcy tego wydarzenia już od stycznia ostro zabierają
się do pracy. Myślą o wszystkim i o wszystkich, aby z roku na rok mogło porwać
swoją magiczną atmosferą więcej naszych dusz i unieść je do nieba...
Jest
przy tym tyle drobniutkich, drobnych i tych wielkich spraw do przepchnięcia, że
należy tylko podziwiać konsekwencję, upór, pasję i ogromną wytrwałość jego pomysłodawcy.
Podziwiać, że daje sobie z tym radę, że jest w stanie to wszystko opanować i nadać
właściwy bieg.
Ostatni tydzień kwietnia.
Wszyscy Ci, którzy znali się
się na pogodzie oraz wszyscy Ci, którzy myśleli, że się znali :) przepowiadali,
że 1-go maja pogoda przywita nas deszczem. To powodowało tylko, że zaczynały pojawiać
się obawy ze strony organizatorów, że coś, co nie było już zależne od nich, mogło
zniweczyć tyle włożonej pracy.
Wczesny ranek 1-go maja.
Widok z okna
nie uskrzydlał, utwierdzał tylko, że...no właśnie, jak to się dzieje, że wszystkie
złe prognozy zawsze się sprawdzają, natomiast te dobre, rzadko. Mimo wszystko
byłam pewna, że każdy kto szedł tego dnia, bądź jechał na wrocławski Rynek był
pełen wiary, że to właśnie w tym dniu będzie ten właściwy czas. Wbrew deszczowej
aurze... Czas, że wszystko może się udać .
Napięcie rosło.
Powoli zbliżała się godz. 15-ta...Niebo nadal zachmurzone. Liczba
gitarzystów, wciąż nie była wystarczająca, ale tylko do tego,
aby został pobity Rekord. Bo tak naprawdę było ich niewiarygodnie
dużo. W którą stronę się nie spojrzało, widziało się tylko ludzi
z gitarami. Małych i tych dużych, młodych i tych trochę starszych.
Przedział wiekowy miał dużą rozpiętość. Przeciskając się przez
tłum, z trudem można było znaleźć miejsce, z którego dobrze
byłoby zobaczyć wszystko. Człowiek przy człowieku, gitara przy
gitarze. W tym roku nawet maluchy z wielką trudnością znajdowały
miejsce, dla swoich szaleństw.
Na scenie Marek Raduli z pięknym solo w kompozycji
Leszka Cichońskiego 'Thanks Jimi'. Co niektórym zaparło dech w piersiach. Wokół
tylu znajomych muzyków: Wojtek Pilichowski, Egon Poka, Artur Lesicki, Wojciech
Hoffman, Krzysztof Misiak i wielu innych gitarzystów... oraz dziennikarzy. Nawet
Prezydent Wrocławia – Rafał Dutkiewicz, postanowił przyłączyć się do tej 'zwariowanej
karuzeli'. Chyba podświadomie czuł...że w tym roku musi się udać. Jak to mówią
- do trzech razy sztuka.
Chodniki wciąż były mokre od deszczu.
Niebo
nadal pełne chmur, obawy wszystkich przed ponownym zmoczeniem... Nagle, na zegarze
wybiła 16-ta, w tym samym momencie odegrane zostało 'Hey Joe ' Lecz... okazało
się, że to wykonanie nie zostało zarejestrowane. Po chwili więc, Leszek ogłosił
krótką próbę – ostatnią rozgrzewkę przed finałem.
Atmosfera robiła się
coraz bardziej dramatyczna.
Parę minut po 16 – tej, słońce poczuło 'siłę'
gitarzystów. Pokonując grubą warstwę ciemnych chmur, zaświeciło swoim pełnym blaskiem.
Tym samym, wskazało drogę zagubionym w ogródkach i w zaułkach miasta 'przyjezdnym
gitarom'. Uświadomiło wszystkim, że to już ostatnia chwila, aby się zarejestrować
i przyłączyć do większości.
Ponownie został odegrany hymn... Uwaga... tym
razem była to liczba...1581 GITAR! Ogólne porażenie. Kto nie był, to nigdy nie
wyobrazi sobie jakie to emocje i siła. W tym momencie każdy z nas miał ochotę
krzyknąć – Yes! Yes! Udało się!
Kolejny dowód na to, że przy silnym uporze,
a przede wszystkim mocnej wierze, nawet te szalone pomysły mają szansę odnieść
sukces. Gitarowy Rekord Guinnessa jest świetnym tego przykładem. Na usta ciśnie
się tylko jedno – THANKS JIMI ...za to, że nadal inspirujesz ludzi do robienia
tak wspaniałych rzeczy.
Słońce nadal świeciło mocno.
Na wrocławskim
Rynku, wciąż było pełno ludzi. Na scenie kolejni muzycy: Clas Yngstrom, Rudy Kronfuss,
Dariusz Kozakiewicz, Hiram Bullock, Leszek Cichoński – Guitar Workshop, który
jak zawsze był w świetnej formie. Zagrał między innymi So Close So Far Away –
utwór o niezwykłej głębi i cudnej barwie. Zawsze wzbudzał we mnie wielkie emocje.
Tym razem było tak samo – ciepło i pięknie.
A ja? Ja powoli wracałam do
swoich spraw. W drodze do domu zamyśliłam się na długo... Po chwili już wiedziałam,
a właściwie byłam pewna, że każda z osób, która była 1-go maja na wrocławskim
Rynku, zatrzyma w pamięci klimat tego majowego święta. Ta impreza grzeje serca
na długo. To emocje, które szybko nie stygną.
Do zobaczenia za rok i Thanks
Jimi! Dzięki, że jak zwykle byłeś z nami.
Beata
[Legnica, maj 2006 r.]