Lutowy wieczór 2005 roku...
Magdalenka...
Koncert z poranną kawą
List do brata
Ze wspomnień Buskera

Na tych stronach możecie umieszczać swoje reportaże z koncertów, dzielić się spostrzeżeniami i emocjami jakie towarzyszyły Wam w trakcie muzycznych spotkań z Leszkiem... >> zobacz

Wychodząc na przeciw ogromnemu zapotrzebowaniu naszego społeczeństwa, na VIII Zjeździe KC FCLC, Komitet Centralny naszej Partii podjął uchwał o utworzeniu nowego działu – Recenzje płyt gitarowych... >> zobacz

Jeżeli gracie na jakimkolwiek instrumencie, śpiewacie, macie zespół lub w samotności piszecie piosenki – my to umieścimy na naszej stronie... >> zobacz

Hey Bro Macanudo!

Zawsze miałam słabość do portów, latarni morskich, przystani… Może chodzi o to, że całe moje życie to jakiś do końca nieuświadomiony rejs do jakiejś przystani, której nie potrafię sprecyzować... choć mocno przeczuwam.

To był 29 lipiec, chłodna, wilgotna, zachmurzona sobota, którą, gdyby nie występ Leszka, spędziłabym jak inni szczecinianie wyłącznie w oczekiwaniu na zapowiedzianą i wiszącą w powietrzu burzę. Nie wiedziałam jeszcze, że jadę na Trzebieskie Neptunalia 2006. Wiedziałam tylko, zresztą z maila od samego Leszka, że w parku koło przystani jachtowej będzie grał ze swoją bandą 'Guitar Workshop'.
Klasyczny umysł blondynki nakazał mi około 10 wysłać do niego lekko spanikowany mail w stylu 'Huston mamy problem..., czy przypadkiem nie odwołaliście koncertu z powodu złej pogody...'. Lecz, zgodnie z odwiecznym prawem Murphy’ego, jakie pytanie taka odpowiedź, czyli... nastała cisza w eterze.

No więc wyruszyłam w trasę… po autograf od Leszka, który miał mi złożyć na niedawno zakupionym tomiku poezji Leśmiana. Tak jak to sobie obiecałam. I to po raz pierwszy w życiu. Nigdy przedtem nie kręciło mnie zabieganie o autografy, zbiorowe zdjęcia z gwiazdami i tym podobne manewry, choć, jak sam wiesz, okazji nie zabrakło w tym temacie na przestrzeni naszego muzycznie dość urozmaiconego życia. Tak więc, był to 'MÓJ PIERWSZY RAZ' i pomyślałam, że dlatego właśnie musi być pięknie i przede wszystkim romantycznie… Dlaczego wplotłam w to poezję? Może dlatego, że ujął mnie swoim wejściem na moją stronę internetową i ciepłymi słowami pod adresem mojej twórczości. Cały Leszek... wspierający i pozytywny.

Trzebież przywitała mnie i moją familię przejaśniającą się pogodą. Nie mogło zresztą być inaczej. Fani przerabiali już podobne rozterki podczas akcji 'Gitarowego Rekordu Guiness’a' i oczywiście wszystko dobrze się skończyło. Lecz, w odróżnieniu od rokującej pogody [dżezującej czasami też], publika wydała mi się marna... przerzedzona i drętwa. Jednak do występu Leszka ze swoim 'Guitar Workshop' brać zdążyła się nieco rozkręcić, szczególnie za sprawą niektórych – technicznie ujmując – ewidentnie nawalonych tubylców.

Leszek to słońce na scenie. Bardzo naturalny i pogodny. Po prostu swój chłop, można by rzec, gdyby nie to, że jeszcze przecież nie poznaliśmy się osobiście, a ja wciąż byłam spięta czekającą mnie akcją z autografem. Uprzedzałeś mnie Bro, że Leszek ostatnio lubi zaśpiewać osobiście parę kawałków, więc nie zdziwisz się, że vocal w całości był jego. A jakże. Łącznie z moim ulubionym 'Oni zaraz będą tu', którym uwieńczył swój występ. Po drodze jednak zdradził nam swoją głęboko skrywaną tajemnicę :), że tak naprawdę kręci go funky blues, i... poczęstował nas takim właśnie kawałkiem, śpiewanym w ojczystym języku. O mamo! Zrobiło się tak gorąco, że w pewnym momencie trudno było rozpoznać... jak to szło? ...'mój funky blues', czy 'mojej fanki biust', co pomijając ewentualny wulgaryzm, dodało nam jeszcze trochę więcej czadu. Mówię 'ewentualny', gdyż Leszek, oprócz rzetelności, ma klasę i o niskie loty raczej trudno. Nie zapominaj jednak, że opary z płuc okolicznych fanów zrobiły swoje :).

Co jeszcze 'leszkowego' dało się wyłapać miedzy nutami podczas tego występu? A to, np..., że zadedykował – 'Tak daleko, a tak blisko' pamięci naszego zmarłego papieża. Odebrałam to jako hołd jaki składa jeden wojownik... o pozytywne wibracje …drugiemu wojownikowi. Pięknie. Dla mnie osobiście jeszcze piękniej, od kiedy czytam poezję Karola Wojtyły. No i jeszcze ten niezapomniany moment, kiedy to latarnia morska wyruszyła z portu na spotkanie zdezorientowanym żeglarzom, czyli Leszek z gitarą w ręku zszedł ze sceny i z rozbrajającym uśmiechem przeszedł się przed publicznością. Co w niczym nie zmąciło jego grania, a jakże :).

Koncert trwał około godziny. Nie powiem Ci dokładniej, gdyż zaaferowana byłam pląsaniem i pstrykaniem zdjęć nowo nabytą komórką 'makgajwera' – szczególnie kiedy zoczył mnie Andrzej Malcherek z rodzimego 'Free Blues’a', który przyjechał do Trzebieży, by zagrać z Leszkiem gościnnie jeden czy dwa kawałki. Wiesz, kiedy cel jest słuszny, los sprzyja zsyłając nam np. dobrego ziomka, a w tym konkretnym przypadku to był ewidentny łut szczęścia... Bo oto spotkanie z Leszkiem w kwestii autografu przy udziale Andrzeja przebiegło lekko i na wielkim luzie. Napisał mi – Kamili 'Dbaj o miłość'‘ i złożył swój charakterystyczny gitarowy podpis.

Dbając więc o miłość, kończę mówiąc, że kocham Cię braciszku…i do następnych…

Kamila Deba [Szczecin, lipiec 2006 r.]
aka sis kajka