Lutowy
wieczór 2005 roku... Chłód mocno daje się we znaki, a ciemność, która
od dłuższego czasu panuje wokół sprawia, że jest wyjątkowo nieprzyjemnie. Idę
z głową wtuloną w szalik, aby chociaż od niego na krótką chwilę poczuć małą przyjemność
ciepła. Urok zimy! Wszyscy opatuleni w swoje okrycia wyglądają jak nakręcone roboty
– idąc nie zwracają na nikogo i na nic swojej uwagi. Zimno i wietrznie. Wydaje
się jakby to właśnie dzisiaj mocniej zmroziła nas zima. Myślę już tylko o tym,
aby jak najszybciej dotrzeć do domu i swoje myśli ogrzać ciepłą herbatą. Już widzę
siebie, siedzącą w ciepłym pokoju, z kubkiem w ręku... Chciałam dalej ciągnąć
wątek gorącej herbaty, gdy nagle kątem oka zauważam coś białego w takim miejscu,
w którym nigdy nic wcześniej nie wisiało. Przyjrzawszy się uważniej, dostrzegam,
że to plakat, który informuje o mającym się odbyć koncercie LESZKA CICHOŃSKIEGO
– świetnego gitarzysty z Wrocławia. Nie mogąc uwierzyć, wyciągam telefon, wchodząc
w opcję – przypomnienia, wstukuję datę, godzinę, cenę biletu. W jednej chwili
gorący kubek, dotyk szalika przestały być ważne. Powróciły wspomnienia, które
na dalszą drogę ogrzały zziębnięte stopy, ręce, myśli…
Leszkiem, około
6-7 lat temu, 'zaraził' mnie Ktoś, kto wówczas był dla mnie bardzo ważny. Pojawił
się nie wiadomo skąd, zauważył, odszukał. Był… i nie był prawie 7 lat. To długo.
Dawał siłę na przetrwanie, 'zarażał' muzyką –- tą, którą lubił. To On nauczył
słuchać mnie jazzu, zabierał na Festiwale do Głogowa, koncerty. To również dzięki
niemu pierwszy raz usłyszałam Allmanów. Wkładałam do uszu słuchawki, tuląc się
do poduszki, kiedy wokół nic nie było tak jak powinno... poznawałam ich dźwięki.
I to właśnie On pokazał mi Leszka – złapał mnie kiedyś za rękę i zawiózł do Wrocławia
na Jego koncert. Później wyczarował płytkę ze Stanem Skibby – THANKS JIMI www.thanksjimi.it-self.pl.
Była to pierwsza moja płyta tych dwóch gitarzystów...
Idąc, mijam nadal
zziębniętych ludzi, ale myśli wciąż mnie ogrzewają... jest więc okazja spotkać
się 22 lutego na koncercie... Czuję w środku, że On też tam będzie. Wybierając
się na to spotkanie, tym razem ja złapałam za rękę swoją koleżankę, chcąc pokazać
jej Leszkowe granie. Może wpadnie tak jak ja?
Myślę, że tak to się dzieje
– oddajemy to, co dostajemy, przekazujemy dalej, 'zarażamy' tym, co dobre i wartościowe,
tym z czym kojarzą nam się piękne przeżycia.
Nie myliłam się, wśród dużej
liczby osób, które przyszły tego wieczoru na koncert, był też On. Siedział daleko,
ale czułam, że przez cały ten wieczór łączyło nas coś wspólnego, wspomnienia z
koncertów, a przede wszystkim sympatia do Leszkowego grania. To był GUITAR WORKSHOP,
główny Bohater wystąpił ze swoim zespołem, gdzie tego właśnie wieczoru zadebiutował...
jako wokalista. Tak, zaczął śpiewać!
Tak więc w moim przypadku, muzyczne wydarzenia,
silne przy tym emocje i wrażliwość na gitarowe solówki, sprawiły całe to zamieszanie
;-).
Taki jest początek mojej fascynacji. Może brzmi to banalnie. Może
i tak. Wielokrotnie próbowałam znaleźć odpowiedź, dlaczego? Teraz już wiem, że
nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, ale na pewno są to te dźwięki gitary, które
posiadają w sobie ogromną moc, energię i urok, taki, że słuchając ich wielokrotnie,
nigdy nie tracą swojej barwy. Mówię to z pełnym przekonaniem, gdyż kołyszą mnie
już od ponad roku.
W maju odbył się następny koncert w Legnicy, tym razem
z J. B. Tucker'em. Ponownie chwyciłam za rękę moją koleżankę, która wówczas już
całkowicie dała się oczarować Leszkowym dźwiękom. Jej gwizdy owacji na koncercie
były najgłośniejsze, a ja cieszyłam się, że mam obok siebie takie mocne wsparcie
:-). Tego wieczoru można było kolejny raz odnaleźć siebie w bluesowych dźwiękach
gitary. Solówki w wykonaniu tego Gitarzysty są bajecznie melodyjne, dodając do
nich siebie, mogę słuchać ich bez końca, cieszyć się barwą za każdym razem. Ta
muzyka nie traci wciąż smaku. A zresztą możecie przekonać się sami. Wybrałam dla
Was dwa utwory z majowego koncertu z J. B. Tucker'em, w klubie jazzowym. Może
nie są one najwyższej jakości, bo zgrywane w nie najlepszych warunkach, ale poczujcie
przez chwilę tę legnicką atmosferę, a przede wszystkim te niesamowite dźwięki
gitary.
Tak więc zapraszam na chwilę muzycznego oddechu:
There
is Nothing I Can Do
If
You Love Like You Say
Jest wciąż piękny maj, wokół wszystkie kolory
wiosny, a w pamięci wciąż niezatarte wspomnienia z koncertu w Legnicy. Powoli
zbliża się data majowego GITAROWEGO BICIA REKORDU www.cichonski.art.pl/guinness2/index.htm
we Wrocławiu. Tym razem wybrałam się ze swoim 8-letnim synem i jego o dwa lata
starszym kuzynem, wpakowałam nas w pociąg i pojechaliśmy razem na wrocławski Rynek,
gdzie mogliśmy się przekonać, a przede wszystkim poczuć, jak wielką siłę ma ta
impreza. Ile musi kosztować zabiegów, wysiłku, aby ją zorganizować. Tym, którzy
nie byli, mogę tylko powiedzieć – żałujcie! Ale również szybko pocieszyć, zachęcając
do udziału w następnym Biciu Rekordu, które na pewno z roku na rok będzie rozgrzewać
nas mocniej. Nie jest ważny wiek, wygląd, tu wszyscy bawią się pysznie, a atmosfera,
która tutaj panuje, rozgrzewa serca tak, że każdy może poczuć się wyjątkowo. Kto
raz skosztował smak tej imprezy, jestem pewna, że już na stałe wpisze ją sobie
w kalendarz, jako coś wyjątkowego i obowiązkowego do zaliczenia ;-).
Hey
Joe na 1201 gitar [GRG, 2005]
Nadchodzi czerwcowy wieczór, powoli cały
pośpiech dnia cichnie, jest więc trochę czasu dla siebie. Włączam płytę Leszka,
leci 'So Close So Far Away…' Jest to utwór Derek'a Trucks'a, ale w wykonaniu tego
Gitarzysty ma on większą głębię, a przede wszystkim wyjątkowy ciepły nastrój.
Jest to jeden z najpiękniejszych utworów, jakie poznałam. Ktoś, kto go komponował,
musiał przeżywać coś wyjątkowego. Dźwięki brzmią przejmująco. Nigdy gitara tak
mnie nie ujęła jak w tym utworze. Posłuchajcie...
So
Close So Far Away
Wokół jest już ciemno, cicho - urok nocy. Włączam
ponownie „So Close…”. Dawkuję sobie przyjemność raz jeszcze, lubię takie klimaty.
Teraz, kiedy wokół nic nie jest tak jak powinno, wkładam do uszu słuchawki i Allmanów
zastępuję… płytą Leszka, te dźwięki koją jak nic wcześniej. Nagle nie wiadomo
skąd pojawia się myśl, chyba zwariowana (nigdy wcześniej nie myślałam w takich
kategoriach), a w środku aż coś krzyczy! Zrobię okładkę do dwóch legnickich koncertów!!!
Myśli lecą jak oszalałe. Mam płyty, co prawda nie są to profesjonalne nagrania,
ale są. Mały ślad, zapis. Byłby to świetny pomysł podziękowania za niesamowite
muzyczne emocje, które są z tej drugiej strony gitary... 'Ubiorę' je, będzie extra!
Zapuszczam płytkę raz jeszcze, myśli robią już ze mną co chcą, o dalszym spaniu
na razie nie mam co myśleć... :-). Jedna myśl goni następną... trudno nad tym
zapanować.
I tak się zaczęło. Istne zwariowanie, ale w pozytywnym znaczeniu.
Pierwszy mój projekt okładki, szukanie człowieka, który przelałby mój pomysł na
komputer. To była długa droga, ale dało mi to tyle wewnętrznej siły, radości,
zadowolenia oraz magicznej wiary... wiary, że się uda.
I tak też się stało.
Udało się!
Jak na pierwszą amatorską okładkę, wyszło myślę dobrze. Końcowy
efekt wpakowałam w kopertę i wysłałam do Bohatera całego tego zamieszania :-).
A teraz proszę, zobaczcie jak wyszło:
Kiedyś w wywiadzie wyczytałam i zapamiętałam słowa Leszka, które myślę
będą dobrym podsumowaniem tego, co tu napisałam: 'W życiu zawsze można coś zmienić
na lepsze. Na pewno trzeba słuchać siebie i iść do przodu'.
A ja dodam od
siebie, co uważam dopełni tę myśl: Czasami warto wyjść z naszego sztywnego szeregu,
aby poszukać tego, co nas wzbogaci od środka, doda siły, energii, blasku ...tego
blasku, który rozświetli naszą rzeczywistość, chociaż na chwilę, ale uwierzcie,
ta chwila zostanie w nas na zawsze.
Ta moja pierwsza okładka jest tylko
dowodem na to, że słuchając siebie ;-), będąc przy tym konsekwentnym ...wszystko
może się udać.
Zdjęcie do tej płyty wykorzystałam z bogatego archiwum Marcina
Tomaszuka, dziękuję
Marcin :).
Bluesowe serdeczności
Beata
[Legnica, luty 2005 r.]
Komentarze
Przeczytałem Twoje opowiadanie Beato. Banalne? Nie. Myslę,
że każdy kto lubi i słucha jazzu i bluesa miał podobną drogę.
Ja też byłem z dziećmi w Rynku, też z gitarami. Syn 16 lat.
To 'buntownik' wszystko 'na nie' i chociaż wiem, że żałuje,
to nie grał i trzyma się tego twardo. Namówiłem więc 12 letnią
córkę (baletnica), która chociaż nie umie grać na gitarze –
poszła z gitarą udawać. To oszustwo ale się opłacało – bo postanowiła,
że za rok już będzie umiała grać. Już trochę ćwiczy (w szkole
baletowej uczy się 'pianina'). Jeżeli chcesz to chętnie udostępnie
swoją kolekcję płyt mam ok 800 jazzowych 100 bluesa i starego
rocka i sporo koncertów z TV i innych na DVD. Pozdrawiam. Sławek
z Łodzi